» Blog » Prezentacja Grey Ranks
17-03-2012 02:01

Prezentacja Grey Ranks

Odsłony: 9

Prezentacja Grey Ranks
Kilka osób już o tym wspominało, ale nie zaszkodzi, jeśli i ja popełnię notkę. Chciałabym napisać kilka słów o prezentacji Grey Ranks, które to wydarzenie polecam Waszej łaskawej uwadze.

Czym jest Grey Ranks, zapewne już czytaliście: to indie RPG autorstwa Jasona Morningstara. Pozwala graczom wcielić się w harcerzy Szarych Szeregów, zrozumieć codzienność okupowanej Warszawy oraz doświadczenia nastolatków, którzy nagle musieli dorosnąć. To nie jest gra, w której dostajemy wypasionego gnata i rozwalamy Niemców. To gra, w której widzimy, jak świat naszego dzieciństwa wali się w gruzy. Młodzieńczy entuzjazm i wyczerpanie walką, nadzieja na oswobodzenie bliskiego sercu miasta i obawa, że skończą się szczupłe zapasy żywności i amunicji, urok pierwszej miłości i rozpacz, gdy giną najbliżsi - to przeżycia i emocje, których będzie można doświadczyć na sesji.

GRAmel wyda polską wersję za kilka miesięcy, a tymczasem zapraszamy na prezentację systemu, która odbędzie się 26 marca (w rocznicę akcji pod Arsenałem) w Centrum Edukacyjnym IPN Przystanek Historia. Prezentację organizują stowarzyszenie Wielosfer oraz Przystanek Historia.

Program:
15:00 - prelekcja o Szarych Szeregach wygłoszona przez historyka z Muzeum Powstania Warszawskiego,
16:00 - prezentacja Grey Ranks,
17:00 - 20:30 - przykładowe sesje,
17:00 - 20:30 - LARP Pogodna 44 - gra, która na Pyrkonie 2010 zdobyła prestiżową nagrodę Złotej Maski za najlepszy scenariusz.

Jeśli chcielibyście przyjść, a nie macie z kim zostawić dzieci albo młodszego rodzeństwa, nie martwcie się - przygotowaliśmy tematyczny kącik gier planszowych. Młodzi miłośnicy historii będą mogli zagrać w "Małych Powstańców" i zapoznać się z dodatkiem "Liberator", który niedawno ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.

Po dodatkowe informacje zapraszam na fanpage Przystanku oraz facebookowy event. Aktualnie trwa konkurs promujący wydarzenie - do wygrania album o Stefanie Korbońskim, działaczu Polskiego Państwa Podziemnego.

Tyle oficjalnie.

Gdy w komentarzu pod notką Szarego Kocura wspomniałam o swoim zaangażowaniu w promocję, sil zwrócił do mnie z kilkoma pytaniami. Całość wywiadu możecie przeczytać na jego blogu. W skrócie: wyjaśniam tam, dlaczego IPN bierze w tym udział. Chciałabym też przytoczyć jedno z pytań oraz (z małymi skrótami) moją odpowiedź:

Czy robienie gry, a na dodatek wspieranie jej przez IPN, o właśnie Powstaniu Warszawskim czy podobnych wydarzeniach, nie jest, hmm… nieodpowiednie, moralnie nieuprawnione, kontrowersyjne?
A czy w historii jest w ogóle coś niekontrowersyjnego? Niektóre wydarzenia sprzed kilkuset lat do dziś rozpalają emocje i nic nie wskazuje na to, by to się zmieniło. Zależy nam na upowszechnianiu wiedzy o najnowszej historii Polski w taki sposób, by ta wiedza rzeczywiście była przyswajana – a więc w sposób atrakcyjny dla odbiorców. Wielu młodych ludzi zainteresowało się Powstaniem dzięki płycie zespołu Lao Che, inni zachwycili się komiksem, którego scenariusz napisał muzyk Cool Kids of Death. (...)

Gry – zarówno fabularne, jak i planszowe czy komputerowe – mogą być świetnym narzędziem do upowszechniania wiedzy o jakimś wydarzeniu. Nie sądzę, aby było coś niestosownego w tworzeniu erpega o takiej tematyce, jeśli traktuje się temat poważnie i bierze pod uwagę aspekt edukacyjny. Na przykład film Hardkor ’44, choć niezwykle efektowny, nie przyda się w nauczaniu historii, bo jest w pewien sposób „odrealniony”. Ale już Combat Mission: Beyond Overlord – gra komputerowa sprzed bodaj 10 czy 12 lat – może być świetną pomocą dla nauczyciela.

W ramach projektu „Uczniowie obchodzą ważne rocznice historyczne” młodzież jednego z warszawskich liceów zorganizowała na Przystanku happening, w ramach którego uczniowie wcielili się w role studentów strajkujących w marcu 1968 r. Podczas ubiegłorocznej Nocy Muzeów uczestnicy mogli zrobić graffiti wzorowane na satyrycznych obrazkach z lat 80. (...) Zapewne znajdzie się ktoś, dla kogo będzie to zbyt nowatorskie czy wręcz kontrowersyjne, ale na jedną taką osobę przypada dziesięć innych, do których nie trafiały tradycyjne metody i dopiero gry czy filmy obudziły w nich zainteresowanie jakimś wydarzeniem.


Dlaczego to cytuję? Dlatego, że dyskusja na blogu Szarego Kocura ucieszyła mnie, bo dowodzi, że historia wciąż budzi emocje. To dobrze. Nie martwi mnie, gdy od nowa wraca się do tematów takich jak Zaolzie, Jedwabne, Powstanie Warszawskie czy stan wojenny. Będę się martwić wtedy, gdy zapadnie cisza. I nie dlatego, że jako historyk in spe boję się o przyszłą pracę, a dlatego, że - moim zdaniem - historia powinna boleć. Drażnić, może to lepsze słowo. I nie mam na myśli samobiczowania, tylko ciągłe zadawanie pytań "Dlaczego tak było?", "Było warto?", "Czy można było inaczej?" i ciągłe szukanie odpowiedzi. Nie chciałabym utonąć w obrzydliwie słodkiej masie zadowolenia z siebie, gdzie powtarza się tylko, że jest fajnie, więc nie ma sensu wracać do tego co było - bo a nuż uszczypnie, zaboli, a po co rozdrapywać rany, tak przyjemnie jest nie myśleć...

Oczywiście - wszystko można robić dobrze albo źle. Niektórzy ludzie mają delikatność walca drogowego i potrafią skutecznie zniechęcić do jakichkolwiek dyskusji. Inni są przewrażliwieni na punkcie kanonu i każde nowe podejście traktują jak zamach na najświętszą świętość. Grey Ranks na szczęście nie popada w żadną skrajność. Odpowiednim wydaje mi się zacytowanie fragmentu recenzji z RPGnet: Done wrong, this game could have been a terrible insult to the brave polish people who fought and died during the war. Fortunately this work has been done right, it takes it subject very seriously and playes are driven to experience all the horrors of war. Author, Jason Morningstar, treats the subject matter with all the respect and delicacy it deserves.

Na pewno wśród czytajacych moją notkę znajdą się osoby, których nie przekonała opinia recenzenta i do Grey Ranks podchodzą nieufnie. Inni być może dali systemowi 10/10 za sam temat. Wszystkich zapraszam na prezentację - przyjdźcie, zagrajcie i przekonajcie się, czy mieliście rację. Nawet jeśli uznacie, że ten system to jeszcze nie jest "to", będziecie mogli zobaczyć, czy w ogóle trafia do Was RPG w realiach historycznych.

Do mnie trafia. To jest mądra gra. I oby takich było więcej.

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Młodzieńczy entuzjazm i wyczerpanie walką, nadzieja na oswobodzenie bliskiego sercu miasta i obawa, że skończą się szczupłe zapasy żywności i amunicji, urok pierwszej miłości i rozpacz, gdy giną najbliżsi - to przeżycia i emocje, których będzie można doświadczyć na sesji.

I to jest chyba clue całej sprawy i mojej niechęci do takich gier - te emocje. Emocje + historia to nie jest dobra mieszanka.
Ale o tym już pisałem.

Dawanie ludziom, co tu dużo mówic, często niedojrzałym czy nieodpowiedzialnym gier, które wzbudzają sporo emocji, często negatywnych jest pomysłem co najmniej kontrowersyjnym. Był tego przykład jakiś czas temu chocby w wyżej wspomnianym Wielosferze, jak "kontrowersyjne gry" mogą wpłynąc na psychikę niestabilnych emocjonalnie ludzi.

Ta kontrowersyjnośc tyczy się nie tyle samej gry, co raczej tego jak zostanie wykorzystana, przedstawiona i "sprzedana" publiczności. Miałem te obawy już wcześniej, po tekście Szarego Kocura i jego emocjonalnym przekazie - teraz dochodzi do tego cała "checa z IPNem", który dla mnie jest bardziej polityczną niż naukową placówką. Mam obawy dotyczące tego jak IPNowskie przedstawienie tej gry wpłynie na jej odbiór. Bo każda taka placówka ma własne cele, także polityczne czy światopoglądowe, a granie na emocjach młodych ludzi jest jednym z wielu narzędzi w arsenale tworzenia światopoglądu.

Od siebie, tak czarno-humorystycznie rzucę - w XII wieku dominikanie też prowadzili działalnosc edukacyjną, prowadzili szkoły, zakładali sierocińce itd. Nie przeszkadzało im to w ramach tej samej działalności prowadzic zadania bardziej ponure, jak tropienie i sądzenie heretyków. IPN ze swoim "uczeniem dzieci grania w kapsle" i straszeniem naokoło teczkami przejawia wiele analogii.

Życzę GRAmelowi jak najlepiej, mam nadzieję że gra będzie hitem i sprzeda się w dobrym nakładzie - ale boję się że zostanie opacznie zinterpretowana, chocby poprzez sugestię interpretacji IPNu. Proponuję zaprosic na wykład prezentujący grę także kilku byłych żołnierzy Wehrmachtu stacjonujących w Warszawie w trakcie powstania, by opowiedzieli jak to wyglądało z drugiej strony. Nie chcemy przecież by problem został przedstawiony jednostronnie i subiektywnie, prawda?
17-03-2012 03:46
ram
   
Ocena:
+3
"Proponuję zaprosic na wykład prezentujący grę także kilku byłych żołnierzy Wehrmachtu stacjonujących w Warszawie w trakcie powstania, by opowiedzieli jak to wyglądało z drugiej strony."

Kpisz?

Może weteranów walk na Woli?
17-03-2012 05:09
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Jednych i drugich, z obu stron. Inaczej przekaz będzie jednostronny i niekompletny. Tego już w cytacie ne dodałeś.

I właśnie nie kpię. Oni, ta druga strona też mają swoje historie do opowiedzenia.
Ale w sumie Twoją reakcję rozumiem - raczej nie spotkaliby się z entuzjazmem. Co jest zrozumiałe po latach jednostronnego przedstawiania historii.

Chcesz poznac dogłębnie konflikt? - poznaj go z obu stron. Wnioski i tak wyciągniesz własne.

Poza tym, w moim poście było więcej tematów wartych odniesienia. wybranie tylko tego najbardziej kontrowersyjnego i najłatwiejszego do trolowania jest spłycaniem sprawy i dobrym sposobem na flejm, nie na dyskusję.
17-03-2012 05:25
   
Ocena:
+6
Dlaczego wprowadzenie rozróżnienia na atakujących i atakowanych nazywasz jednostronnym przedstawianiem historii?
17-03-2012 12:32
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Rozróżnienie na atakujących i atakowanych nie ma nic wspólnego z przedstawianiem konfliktu tylko z jednej strony barykady. Poznanie "racji" obu stron daje nieco więcej informacji - niezależnie od tego czy te "racje" były właściwe czy nie.

Dlatego pytanie jest trochę błędne.

Poza tym, na konkretnych przykładach:
- kto w Powstaniu Warszawskim atakował? Niemcy czy powstańcy? Oczywiście patrząc w mikroskali tego tylko konfliktu, bo jasnym jest, że to Niemcy byli agresorami ogólnie - ale to nie oni rozpoczęli powstanie.
Jeśli dobrze pamiętam z historii, zwykle to powstańcy zaczynają powstania, są więc stroną atakującą.

To nie jest rozróżnienie na atakowanych i atakujących - to jest jednostronne przedstawianie historii. Bez uwzględnienia drugiej strony sporu nie masz obiektywnego obrazu. I tego się czepiam, zwłaszcza gdy sprawę bierze pod skrzydła IPN. Już sama nazwa - "Instytut Pamięci Narodowej" sugeruje, że jest to pamięc jednostronna.
17-03-2012 12:46
KRed
   
Ocena:
+10
Nie chcemy przecież by problem został przedstawiony jednostronnie i subiektywnie, prawda?

Nie wiem jak WY, ale MY chcemy aby został przedstawiony jednoznacznie.
Ty, zigzaku, chcesz czegoś między amnezją, a absolutnym poznaniem. Twoja gorliwość w zwalczaniu polskich demonów, IPN, dominikanów i światopoglądów (w ogóle) robi na mnie, swego rodzaju, wrażenie.

Żartobliwie dodam, że postanowiłem umieścić swoją opinię w twojej opinii, abyś miał naraz opinię z dwóch stron:

I to jest chyba clue całej sprawy i mojej niechęci do takich komentarzy - te emocje. Emocje + komentarze to nie jest dobra mieszanka.
Ale jeszcze o tym nie pisałem.

Dawanie ludziom, co tu dużo mówić, często niedojrzałym czy nieodpowiedzialnym komentarzy, które wzbudzają sporo emocji, często negatywnych jest pomysłem co najmniej kontrowersyjnym. Był tego przykład przy okazji wielu flejmów, jak "kontrowersyjne komentarze" mogą wpłynąć na psychikę niestabilnych emocjonalnie ludzi.

Ta kontrowersyjność tyczy się nie tyle samej gry, co raczej tego jak zostanie skrytykowana, przedstawiona i "napiętnowana" przed publicznością. Miałem te obawy już wcześniej, po wcześniejszych komentarzach zigzaka i jego emocjonalnym przekazie - teraz dochodzi do tego cała "heca z IPNem", który dla zigzaka jest bardziej polityczną niż naukową placówką. Mam obawy dotyczące tego jak to gazetowyborcze przedstawienie tej gry wpłynie na jej odbiór. Bo każda taka osoba ma własne cele, także polityczne czy światopoglądowe, a granie na emocjach młodych ludzi jest jednym z wielu narzędzi w arsenale tworzenia światopoglądu.

Od siebie, tak czarno-humorystycznie rzucę - w XX wieku sowieci też prowadzili działalność edukacyjną, prowadzili szkoły, zakładali sierocińce itd. Nie przeszkadzało im to w ramach tej samej działalności prowadzić zadania bardziej ponure, jak tropienie i sądzenie osób niesłusznie myślących. Zigzak ze swoim "jedynie słusznym, subiektywnym poznawaniem" i straszeniem naokoło "historią wywołującą emocje" nie tyle przejawia wiele analogii, co niepokojąco wywołuje skojarzenia z najlepszymi tradycjami dialektyki marskistowskiej.

Życzę GRAmelowi jak najlepiej, mam nadzieję że gra będzie hitem i sprzeda się w dobrym nakładzie - ale boję się że zostanie opacznie zinterpretowana, choćby poprzez pomówienia zigzaka. Proponuję nie zapraszać na wykład prezentujący grę żołnierzy Wehrmachtu stacjonujących w Warszawie w trakcie powstania, by przekaz pozostał jednoznaczny. Chcemy mieć przecież grę, a nie problem, prawda?
17-03-2012 13:02
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jednoznacznie, to znaczy jak, KRedzie? Jak chcesz żeby ci to przedstawiono?

Od siebie, tak czarno-humorystycznie rzucę - w XX wieku sowieci też prowadzili działalność edukacyjną, prowadzili szkoły, zakładali sierocińce itd. Nie przeszkadzało im to w ramach tej samej działalności prowadzić zadania bardziej ponure, jak tropienie i sądzenie osób niesłusznie myślących. Zigzak ze swoim "jedynie słusznym, subiektywnym poznawaniem" i straszeniem naokoło "historią wywołującą emocje" nie tyle przejawia wiele analogii, co niepokojąco wywołuje skojarzenia z najlepszymi tradycjami dialektyki marskistowskiej.

Nie prowadzę działalności edukacyjnej, nie zakładam szkół ani sierocińców.
Co do "jedynie słusznego poznawania" to znów pomyłka - ja sugeruję by się zbliżyc do obiektywności na tyle na ile się da, zanim się zacznie ferowac sądy. Stąd też proponuję poznac racje obu stron. Mojej subiektywności nikomu nie narzucam - co ja sądze o powstańcach, patriotach i zrywach narodowościowych zachowam dla siebie - ale wiem że ja przynajmniej znam historię z kilku stron.
Natomiast każdy kto jest zainteresowany tematem i świadomie popisuje się ignorancją na argumenty "drugiej strony" (nie chcę wiedziec jak to wyglądało ze strony nazistowskich brudnych świń, chcę wierzyc, że myśmy mieli rację, a oni nie, i nic mnie nie interesuje poza tą wiarą) niejako sam sobie wystawia laurkę - wg niego samego może to byc laurka patrioty, wg innych - ignoranta właśnie.
Na dodatek ignoranta, który strasznie chce swą ignorancją pozarażac innych. Już widzę "Grey Ranks" w twoich rękach i indoktrynację ignorancji jaką będziesz popełniał za jego pomocą.

A za porównanie mnie do marksisty kolego, serdecznie dziękuję - za ten "niepokój" zwłaszcza, taki subiektywny bardzo. i jakże emocjonalny!

Ech te emocje...

i jeszcze edycja:

Ty, zigzaku, chcesz czegoś między amnezją, a absolutnym poznaniem. Twoja gorliwość w zwalczaniu polskich demonów, IPN, dominikanów i światopoglądów (w ogóle) robi na mnie, swego rodzaju, wrażenie.

Do dominikanów nic nie mam. Polskie demony są jakie są, to ze mam z nimi osobiście na pieńku, to jest inna inszośc. IPN dla mnie to nowa forma świeckiej Inkwizycji i jedno z narzędzi kontroli.
Co zaś do światopoglądów, to zwalczam zwykle tylko te, które wyrastają z ignorancji lub głupoty. Świadoma ignorancja podchodzi pod tą drugą kategorię. A z głupotą trzeba walczyć, tak.

Chcę zaś najbardziej nie amnezji, tylko pojednania i porozumienia, oraz ruszenia dalej. Wypominanie wszystkim naokoło jacy byli dla nas niedobrzy nie jest dobrym pomysłem na budowanie przyszłości i prowadzi do nikąd.
17-03-2012 13:16
KRed
   
Ocena:
+3
Pisałem o dialektyce marksistowskiej, no wiesz - scieranie się przeciwieństw.
W twom wykonaniu to wygląda tak: weźmiemy różne opinie, opinie będą się scierać. W wyniku tego procesu wypracujemy nadopinię - opinię wyższego rzędu ("bliską obiektywności na tyle na ile się da").

Przykładowo, sparafrazuję klasyczny cytat tłumaczący dialektykę, umieszczając w nim twoje rozumowanie:

"Gdy mówisz: Niemcy byli agresorami, osądzasz sytuację metafizycznie, wyodrębniasz pewną konkretną chwilę. Gdy natomiast mówisz: to powstańcy są stroną atakującą to mylisz się z punktu widzenia konkretnej chwili bo powstania jeszcze nie ma; ale z dialektycznego punktu widzenia masz rację, ponieważ będzie jutro. (...) Widzieć w dniu dzisiejszym to, co będzie jutro — to widzieć dialektycznie."

Nie porównuję cię do marksisty, bo nie wiem na ile robisz to świadomie. Ale wpisujesz się w pewien nurt myślenia.

A co znaczy jednoznacznie? Dla mnie to znaczy posiadanie wyraźnego przesłania, skupienie na postawowej myśli, stosowanie takich środków aby podkreślić tematykę. Gra to nie jest praca naukowa - nie potrzebuję tam pogłębionej psychoanalizy, elaboratów etyczno-filozoficznych, całościowego ujęcia historii.
17-03-2012 13:59
Tyldodymomen
   
Ocena:
+5
To kto pierwszy pokazuje dyplom z historii/politologii?
17-03-2012 14:24
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
KRed, ale zebyśmy się zrozumieli - gra jako taka jest jaka jest, i rzeczywiście nie wymaga podejscia naukowego - ale jeżeli jest prezentowana w taki sposób o jakim pisze Jade, czyli poprzez IPN, to mam poważne zastrzeżenia do formy prezentacji, nie do samej gry.

Jak pisałem, moja obawa polega na tym, że jakikolwiek przekaz ma Grey Ranks, zginie on w szumie jednostronnych opinii nt zjawiska, na którym gra jest oparta - jak rozumiem chodzi o Powstanie Warszawskie.
I co za tym idzie, takie jednostronne pokazanie tematu spowoduje "dogranie" IPNowskiej, jednostronnej interpretacji - albo przynajmniej klucza interpretacyjnego.

Dlatego postuluję jak najszersze poznanie źródeł, aby wyrobic sobie opinię na podstawie jak największej ilości faktów, a nie swoistej propagandy emocjonalnej.

(emotional mode on)
Tak trochę offtopowo, ale wokół tematu.
Sting miał taką fajną piosenkę kiedyś, w czasach Zimnej Wojny - "Russians".
Jest tam taki fajny wers: "I hope the Russians love their children too" .
Wierzę, że pokazanie Niemców jako całości jako okrutnych, nieludzkich potworów, wyznających makabryczną ideologię, które mordowały i gazowały jest bardzo jednostronne i bardzo fałszywe.
Bo wierzę, że Niemcy też kochali swoje dzieci, też ich bolało gdy wybuchała im pod nogami bomba samoróbka, ze tęsknili za swoją Gretchen a może nawet pisali do niej wiersze w listach. Ale o takich aspektach się zapomina, kiedy dyszy się nienawiścią do Oprawcy. Bo tak wygodniej. Nie sądzę by na prelce w IPNie wspomniano o tym, natomiast założę się że wspomni się o biednych studentach co ze stenami do nieba czwórkami szli.
(emotional mode off)

I nie uważam tego za dobre "nauczanie historii", bo przecież temu ma to służyc ten cały Przystanek Historia - nauczaniu historii, przynajmniej wg. słów Jade. Jakoś mam obawy że to raczej sianie propagandy.
Gra zaś ma z tym bardzo mało wspólnego, ale może byc wykorzystana do dalszego etapu propagandy. I to mnie boli.

Prezentacja zaś z kilku stron, najlepiej przez te strony per se na pewno stworzyłaby ścieranie się światopoglądów i jakiś nowy obraz w głowach prezentację odbierających.
17-03-2012 14:24
Scobin
   
Ocena:
+6
Tylko jedna kwestia:

[...] teraz dochodzi do tego cała "checa z IPNem", który dla mnie jest bardziej polityczną niż naukową placówką

Zigzaku, mam nadzieję, że Cię nie urażę, ale w które z gier wydanych przez IPN grałeś? Bo mam wrażenie, że nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego, jak różnorodne działania podejmuje ta instytucja. ;-)
17-03-2012 15:05
Tyldodymomen
   
Ocena:
+6
IPN trzeba podzielić na dwie części:
a) pion edukacyjny- rewelacyjni ludzie, masa potrzbnej roboty, jako jedyni w Polsce mają fundusze by serwować różnorodone materiały edukacyjne z zakresu historii najnowszej a każdy kto miał do czynienia z branżą humanistyczną wie że to chlubny wyjątek w morzu niedoinwestowanych projektów z tej dziedziny.
b) pion "śledczy" naturalne pole do rozgrywek politycznych. W IPNie łatwiej i szybciej zdobywa się tytuły naukowe niż na uczelniach publicznych( nie mówiąc już o środkach na publikacje prac czy dofinansowanie wyjazdów badawczych)- wystarczy popatrzeć na wiek profesorski flagowych postaci IPNu i porównać z profesorami belwederskimi. Dwa- instytut formuje kontrkadrę naukową dla uniwersyteckiego dyskursu naukowego w tej dziedzinie. Powierzchownie wygląda to dobrze, ale gdy popatrzeć głębiej stopień odchylenia od (względnej) bezstronności czołowych publicystów zbliża ich niebezpiecznie do cietrzewi markistowskich piewców jedynego-słusznego-ustroju z początków PRL.
Disclaimer: nie mówię "wszyscy" ale jest znana grupa kilkunastu "młodych gniewnych" którzy przenoszą swój młodzieńczy bunt końca lat 80-tych do języka naukowego w oparciu o mocno selektywny lub holistycznie przyjmowany za prawdę objawioną materiał źrodłowy.
17-03-2012 15:15
   
Ocena:
+1
Nie no
Obiektywizm jest ważny. Bez niego pozostają lewcowoprawicowe kłamstwa.
A IPN jest polityczny i jego jedynym celem jest walka z siłami imperializmu i reakcji... czy to drugie.
17-03-2012 15:21
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Scobinie, w dodatku do "Kolejki" jednym z kupujących jest moja była, jej siostra robiła grafikę - zresztą nie tylko do tej gry. Tak więc widziałem te gry, że tak powiem, "od środka". I zdanie podtrzymuję.

Poza tym, Grey Ranks nie jest produktem IPNu, więc nie ma nic do tego, oprócz tematyki, którą łatwo przekuc przy odpowiednim nastawieniu światopoglądowym w coś niefajnego.

T-men - mi chodzi właśnie o przenikanie się tych dwóch pionów. I konsekwencje które mogą z tego wynikac - jak na przykład brak obiektywności.
17-03-2012 15:26
Tyldodymomen
   
Ocena:
+2
Moja opinia jest taka że bliskość wydarzeń historycznych o których się pisze utrudnia chłodną ocene i kalkulacje sceny politycznej. O ile dyskurs naukowy dotyczący epoki stalinowskiej jest na poziomie o tyle już ten postgierkowski nacechowany jest uprzedzeniami, aktualną sceną polityczną i zwyczajną ludzką ignorancją.
I dużo lepiej by było gdyby IPN stał się stricte placówką edukacyjną, bo pion naukowy dubluje w dużej większości zadania uniwersytetów.
17-03-2012 15:33
Jade Elenne
   
Ocena:
+6
>>>Zigzak

Grey Ranks to nie jest gra o Powstaniu Warszawskim, a o Szarych Szeregach. Nie za bardzo rozumiem, jaki sens miałoby zapraszanie na prezentację byłych żołnierzy Wehrmachtu, skoro gra przedstawia wojnę tylko z perspektywy Szarych Szeregów. Śmiem twierdzić, że żołnierze Wehrmachtu zajmowali się raczej strzelaniem do harcerzy niż zgłębianiem wiedzy o warunkach, w jakich żyją harcerze. Zapewne na prezentację książki o Ormianach w Polsce w XIX w. można zaprosić też polskich Tatarów, tylko mam poważne wątpliwości, czy przyczyniłoby się to do zwiększenia naszej wiedzy o Ormianach.

Jeśli uważasz, że to źle, że prezentacja książki odbywa się w IPN-ie, tym bardziej powinieneś przyjechać i przekonać się, czy IPN rzeczywiście jest tak niefajnym miejscem. Instytutowi przyklejono wiele łatek, niektóre zasłużone, inne nie. Niefortunne wypowiedzi, kontrowersyjne książki czy wystawy to rzeczy, które są znacznie bardziej medialne niż seminaria, warsztaty czy spotkania z grami. Skoro lubisz mieć ogląd z wielu stron, to warto, żebyś zobaczył, co IPN ma do zaoferowania.

A co do wielu stron i siania propagandy:
14 lutego na Przystanku mieliśmy promocję dwóch książek o wywiadzie Polski Ludowej: jedna autorstwa Zbigniewa Siemiątkowskiego, druga - Sławomira Cenckiewicza. Żadna nie została wydana przez IPN, ale dotyczą naszej "półki". Siemiątkowski w książce oparł się prawie wyłącznie na wywiadach z byłymi pracownikami służb specjalnych, z kolei Cenckiewicz - na wszystkich pozostałych źródłach. Paneliści (zaproszeni profesorowie) zwrócili uwagę na niedostatki historyczne (daty, fakty) w książce Siemiątkowskiego, natomiast u Cenckiewicza brakowało im właśnie wypowiedzi kogoś "z tamtej strony". Gdy przyszedł czas na pytania publiczności okazało się, że na sali jest kilku oficerów wywiadu, którzy m.in. przeszli szkolenie GRU. I wtedy naprawdę rozpoczęła się świetna dyskusja - żywa, ostra (bo wytknęli Cenckiewiczowi każdą nieścisłość), ale naprawdę merytoryczna i kulturalna. To była najlepsza promocja książki, w jakiej uczestniczyłam (a byłam na wielu, wielu), a sądząc z wypowiedzi uczestników (ponad 200 osób na sali... pierwszy raz skończyły nam się numerki w szatni) - nie jestem w tej opinii odosobniona. I to nie jest jednostkowy przypadek, takich spotkań i dyskusji jest więcej. Wybierzcie się kiedyś na Przystanek i sami zobaczcie.

Mnie naprawdę cieszy to, gdy przekonuję się, że ktoś inaczej interpretuje jakiś fakt, dotarł do innych źródeł albo innych opracowań. To właśnie jest piękne w historii, że nic nie jest ustalone raz na zawsze, że wciąż jest o czym rozmawiać. Z jednym tylko zastrzeżeniem: sine ira et studio.

>>>Tyldomomen
nie mówię "wszyscy" ale jest znana grupa kilkunastu "młodych gniewnych" którzy przenoszą swój młodzieńczy bunt końca lat 80-tych do języka naukowego w oparciu o mocno selektywny lub holistycznie przyjmowany za prawdę objawioną materiał źrodłowy.
Zgadzam się w całej rozciągłości. Sama nie znoszę takiego podejścia i takiego uprawiania historii. A ta grupa nie jest może bardzo duża, ale bardzo głośna, przez co nietrudno dojść do przekonania, że IPN jeno polowaniem na czarownice się para. Na szczęście większość pracowników nie traktuje tego miejsca jako kuźni politycznej, a jako placówkę badawczą. Sama doktorat zapewne będę robiła na normalnych studiach, ale nie sposób przecenić, ile przez ostatnie dwa lata dał mi IPN - spotkałam tu masę świetnych naukowców, których uważam za swoich intelektualnych mistrzów.
Z tym doktoratem i profesorami to też nie wygląda tak, jak napisałeś. IPN stopni naukowych nie nadaje, a co najwyżej może sfinansować swojemu pracownikowi doktorat z wolnej stopy, jeżeli pracownik nie uzyskał wcześniej tego tytułu na normalnych studiach doktoranckich. Błędem jest też pisanie o profesorach z IPN-u kontra profesorach belwederskich bo czegoś takiego nie ma - jeśli ktoś pracuje w IPN-ie i jest profesorem, to albo ma tytuł belwederski (jak prof. Dudek z Rady IPN - ale w tej samej radzie jest też np. prof. Paczkowski, nestor historiografii PRL), albo jest zatrudniony na stanowisku profesora na jakimś uniwerku. Niewątpliwie natomiast etat w Instytucie jest dla młodych badaczy rzeczą świetną, bo daje możliwości rozwoju naukowego i oddala troskę o sprawy socjalne, co ma niebagatelne znaczenie przy stałym obcinaniu funduszy na naukę i stypendia przez niemiłościwie nam panujących ministrów.
A piony w IPN-ie są nie dwa, tylko cztery - lustracyjny, archiwalny, edukacyjny i śledczy. Działalność tego ostatniego ma być stopniowo wygaszana, za to więcej pary ma iść w pion edukacyjny, czyli najlepiej oceniany (nawet przez krytyków całej instytucji) dział, którego częścią jest właśnie Przystanek Historia.
17-03-2012 15:34
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jade, masz rację w tym, że powinienem przyjechac i zobaczyc na własne oczy żeby miec ogląd. Tu całkowicie się zgadzam... Niestety, nie będzie mi dane.

Co zaś do prespetywy Wehrmachtu - nawet opinia na temat tego, jak to obrazowo określiłaś, "strzelania do harcerzy" jest już inną perspektywą.
Czy uważali ich za harcerzy, czy może za żołnierzy, a może za coś, co dziś amerykanie promują jako "terrorystów"? W jakich kategoriach o nich myśleli? Czy się ich bali? A może nimi gardzili? Może mają własną wersję wydarzeń, o których dziś w Polsce raczej się nie wspomni, a więc "odgrywanie" Szarego będzie niekompletne? Może pamiętają jak to jest gdy dzieci otwierają do nich ogień? i jakie to uczucie do nich strzelac? Albo może mają własne obserwacje, mogliby wyprostowac pewne nieścisłości co do taktyki walki powstańców? Widzisz, ja np nie wierzę, że partyzanci walczyli honorowo - z pewnością dopuszczali się się również wielu okrucieństw na Niemcach, napadali ich grupami, strzelali w plecy, podrzynali gardła w nocy, podkładali bomby i robili mnóstwo rzeczy które można by dziś uznac za mało bohaterskie, bardziej pasujące do tego co do niedawna działo się w Afganistanie czy Iraku - a tam nazywa się to nie bohaterstwem, a terroryzmem. O polskich terrorystach jednak raczej nikt nie opowie w IPNie, bo to byłby chyba koniec kariery naukowej takiego człowieka.
Chyba dobrze i obiektywnie byłoby poznac jak działalnośc partyzancką widzieli ci, przeciwko którym ta partyzantka była skierowana. Albo mniej wstydzą się o tym powiedziec.

I przykład ze służbami wywiadu fajny - szkoda tylko, że głosy opozycyjne musiały przyjśc same, a nie zostały zorganizowane przez IPN. Jednak, jest w tym nauka - skoro pomocja była fajna, to może warto to powtórzyc i dac pełny obrazek, zapraszając gości zza barykady?
17-03-2012 16:03
Tyldodymomen
   
Ocena:
+1
Znając Cenckiewicza i jego zacietrzewienie wątpie by się zgodził na kolejną publiczną kompromitacje jego warsztatu naukowego. Pozostaje kamuflaż i atak z zaskoczenia podczas dyskusji z publicznością;p
17-03-2012 16:13
Scobin
   
Ocena:
0
Scobinie, w dodatku do "Kolejki" jednym z kupujących jest moja była, jej siostra robiła grafikę - zresztą nie tylko do tej gry. Tak więc widziałem te gry, że tak powiem, "od środka". I zdanie podtrzymuję.

To nie do końca jest odpowiedź na moje pytanie. ;-) Ale nie musimy koniecznie ciągnąć tego wątku, bo (1) jest tutaj bardzo poboczny, (2) w trójkę z Jade splusowaliśmy komentarz Tyldodymomen(a), więc chyba w ostatecznym rachunku myślimy podobnie.:)

Pozdrawiam!
17-03-2012 16:33
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Prawdopodobnie splusowaliśmy go kazde za co innego :)
I istotnie, jest poboczny.
17-03-2012 16:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.