To miała być standardowa notka postkonwentowa, ale zamiast niej wyszło coś innego. O samym Falkonie będzie w gruncie rzeczy niewiele. Może kiedyś rozszerzę tę notkę, albo napiszę drugą, czysto recenzyjną. Ale na razie bardzo narcystyczny wpis “Falkon i ja”.
Kiedyś byłam bardzo przykładną konwentowiczką: od razu po otrzymaniu w akredytacji informatora, zaznaczałam w nim ciekawe punkty programu I wszystkie je odwiedzałam. Sypiałam nawet po 6 godzin każdej nocy (poza Wizkonem, ale to był pierwszy konwent, na którym nocowałam) a o knajpach konwentowych wiedziałam tylko to, że istnieją.
Tak byłoby może i na Falkonie, gdyby nie kilka zdarzeń. Najdonioślejszym było niewątpliwie spotkanie z Rincewindem bpm. Bo gdyby nie to spotkanie, nie ucięłabym sobie z nim pogawędki, gdyby nie pogawędka, nie poszłabym z Rincem i całą ekipą do knajpy, a gdybym nie poszła do knajpy, dalej byłabym grzeczną dziewczynką:> Pamiętajcie zatem, że to Rinc jest wszystkiemu winien, o!
Wyżej podany ciąg przyczynowo-skutkowy nie doszedłby do skutku, gdyby nie Beacon, który przygarnął autorkę niniejszego wpisu pod gościnny dach. Dzięki raz jeszcze;)
Oczywiście, drugiej nocy też była impreza integracyjna. Wybrałam się na nią, znajdując nawet dość pokrętne usprawiedliwienie dla mojej absencji na pokazie mody gotyckiej: tam na pewno będzie mnóstwo ludzi robiących zdjęcia. A w knajpie może nie będzie nikogo z aparatem. Tak więc moja obecność na tej imprezie jest absolutnie konieczna, prawda? No i poszłam się integrować...
Jak zauważył Zsu, w pewnym momencie przestaje się jeździć na konwenty dla programu, a zaczyna – dla znajomych. Wygląda na to, że jestem właśnie na tym etapie. Różnie mówi się o jubileuszowym Falkonie; ja sama też mogłabym powiedzieć o nim sporo dobrych i sporo złych rzeczy. Ale zamiast rozstrząsać kwestie programu, noclegów czy obsługi wolę napisać, że spotkałam tam fajnych ludzi. Bardzo wielu bardzo fajnych ludzi. I jeśli ktoś zapyta mnie kiedyś, dlaczego jestem w Polterze, powiem, że dla nich. To ogromna radość pracować z tak ciekawymi, inteligentnymi i sympatycznymi osobami w jednym serwisie, a potem móc się z nimi integrować na konwentach. Piszę to bez żadnej wazeliny, naprawdę było bardzo miło.
I, wzorem wszystkich uczestników Falkonu, zamieszczam podziękowania. Kolejność alfabetyczna, bo nie chcę nikogo wyróżniać. Jest jedna osoba, której należą się szczególne podziękowania, ale nie muszę nic pisać, bo wspomniana osoba na pewno jest świadoma tego, ile dla mnie zrobiła podczas Falkonu. Dziękuję za wszystko.
And Oskar goes to:
Wszystkich pominiętych przepraszam – rozumiecie, starość i te sprawy. Tak czy siak, pozdrawiam wszystkich obecnych na Falkonie i oczekuję, że zobaczymy się na Pyrkonie. I tym razem nie będzie żadnego tłumaczenia. Macie być i już!
A tak z innej beczki: ja też chora. Epidemikon, psia jego nędza..
Poleć innym tę notkę